NASZE SERWISY:    ANDROID   LINUX   MAEMO   SYMBIAN   WEBOS




Hosting sponsoruje:



GRIN3 - polskie fonty

Profesjonalne czcionki z polskimi znakami - czcionki.com

OpenMobile on Facebook


 

Dowcipy, żarty, anegdoty..

Tutaj możecie rozmawiać o czym tylko chcecie :)

Re: Dowcipy, żarty, anegdoty..

Postprzez Magik » 3 listopada 2010, o 16:33

Magik, de Lowe,niepoprawny szlachcic,oportunista,czarodziej Sx1.pl,SoS.pl i PDAforum.pl,wojownik o sprawę Polską.
Avatar użytkownika
Magik
Moderator
Moderator
 
Posty: 7312
Dołączył(a): 19 marca 2007, o 07:48
Lokalizacja: Białystok
Mod.tel.: n900 BA N-GageQD SX1
    WindowsFirefox

Re: Dowcipy, żarty, anegdoty..

Postprzez biggi » 5 listopada 2010, o 07:20

Obrazek
it's not easy bein' green
Avatar użytkownika
biggi
Moderator
Moderator
 
Posty: 3084
Dołączył(a): 2 marca 2008, o 02:02
    WindowsFirefox


Re: Dowcipy, żarty, anegdoty..

Postprzez biggi » 16 listopada 2010, o 20:47

UWAGA! MĘSKI HUMOR!

Żona leży w łóżku. Przychodzi mąż z owcą pod pachą i mówi:
-Widzisz, kochanie, z tą świnią kocham się, jak ciebie boli głowa.
Żona:
-Mam nadzieję, że wiesz, że to jest owca.
Mąż:
-Mam nadzieję, że wiesz, że nie mówię do ciebie.
it's not easy bein' green
Avatar użytkownika
biggi
Moderator
Moderator
 
Posty: 3084
Dołączył(a): 2 marca 2008, o 02:02
    WindowsFirefox

Re: Dowcipy, żarty, anegdoty..

Postprzez alamo » 16 listopada 2010, o 22:32

biggi, świetne :rotfl:
Avatar użytkownika
alamo
100%
100%
 
Posty: 4320
Dołączył(a): 24 lutego 2007, o 17:13
Lokalizacja: GDYNIA
Mod.tel.: iPhone 3GS + N95
    WindowsSafari

Re: Dowcipy, żarty, anegdoty..

Postprzez biggi » 17 listopada 2010, o 17:18

- Panie doktorze, czy po operacji będę mógł grać na pianinie?
- Tak, oczywiście.
- To świetnie, bo nigdy tego nie potrafiłem.
it's not easy bein' green
Avatar użytkownika
biggi
Moderator
Moderator
 
Posty: 3084
Dołączył(a): 2 marca 2008, o 02:02
    WindowsFirefox

Re: Dowcipy, żarty, anegdoty..

Postprzez vBB » 20 listopada 2010, o 22:16

W samolocie leci ksiądz, siostra zakonna i oczywiście pilot. Nagle, z niewiadomych przyczyn samolot zaczyna się palić, wiec pilot głośno wola:
- Zakładamy spadochrony i skaczemy!
Tak tez wszyscy zrobili. Jako ze kobiety zazwyczaj puszczane są przodem, dali siostrze zakonnej pierwszeństwo. Ta jednak, gdy już prawie skakała, zaparła się o drzwi i ani rusz. Widząc to, pilot pyta księdza:
- Popchniemy ją?
Na co ksiądz, nerwowo spoglądając na zegarek odpowiada:
- A zdążymy jeszcze?

-- poniedziałek, 22 lis 2010, 20:14 --

UWAGA - MATERIAŁ +18!!! Treść zawiera wulgaryzmy jakie pojawiły się w oryginalnym tekście! Jeżeli nie jesteś osobą pełnoletnią, nie czytaj tego posta. Czytając go potwierdzasz swoją pełnoletność!

Posiadam. Wróć. Moja żona posiada kota, rasy kotka, rasy czarnej, rasy ze schroniska, rasy małe kocię. Guzik by mnie to obchodziło gdyby nie fakt, że jest małe, że chodzi to to bez przerwy za mną i trzeszczy - a to na ręce, a to żreć, a to trzeszczy dla samego trzeszczenia, zupełnie jak jej pani. Generalnie pogłaskać mogę, kopnąć jakąś rzecz, która leży na ziemi żeby kot za nią biegał też, niech chowa się zdrowo do czasu, aż raz zapomnę zamknąć terrarium i zajmie się nim mój wąż, reszta to nie mój problem. Ale do czasu. Staje się to moim problemem gdy moja współmałżonka udaje się w celach służbowych gdzieś tam na ileś tam. I spada na mnie karmienie, wyprowadzanie i sprzątanie po tym całym tałatajstwie. Jako że to zawsze lekko olewam i robię wszystko w ostatni dzień przed powrotem małżonki nie nastręcza mi to wiele problemów.

Kot jest od niedawna i od niedawna jest nowy zwyczaj - niezamykania łazienki, gdyż w niej znajduje się urządzenie zwane potocznie kuwetą, do którego kot robi to samo co ja w toalecie, czyli wchodzi i może spokojnie pomyśleć. Mnie jednak uczono całe życie zamykać te cholerne drzwi do łazienki za sobą, więc stale żona mi trzeszczała, że kot tam nie może wejść i „myśleć”. Ja jestem stary i się nie nauczę, poza tym mieszkam tu dłużej niż ten kot, sam dom stawiałem, moje drzwi, mój kibel, wypierdalać więc. I postawiłem na swoim. Od jakiegoś czasu kot chodzi do toalety razem ze mną. Jak nie ma małżonki to musi zazwyczaj czyhać na mnie albo miauczeć coby przypomnieć, że trzeba mu łazienkę otworzyć, bo jak jest żona to ona ma już w biosie zaprogramowane - ja wychodzę i zamykam, ona idzie i otwiera, żeby kot mógł wejść - taka technologia po prostu. Czasem kot skacze na klamkę, ale ma jeszcze zbyt małą wyporność i zwisa na niej bezradnie. Jednak jak moja żona będzie nadal go tak karmić- to w szybkim tempie będzie za każdym razem klamkę upierdalał - a wtedy wiadomo - wąż.

Dobrze więc, uporządkuję: żona - delegacja, ja - praca. Wracam, wchodzę do domu, kot przy drzwiach do łazienki skwierczy, bo jak wychodziłem to zamknąłem za sobą. Ok, kotku mnie się też chce. Idziemy razem - ja toaletka, okienko uchylam, papierosik (bo żona będzie za trzy dni - więc spokojnie wywietrzę) kotek swoje, ja przez okienko spoglądam, jest cudnie. Kotek wskakuje na kaloryfer, na parapecik i patrzymy razem przez okno. No cudnie. Kot skończył dawno, ja teraz, pet do muszli, spuszczam wodę, a ten mały skurwiel jak nie śmignie i sru za tym petem z tego parapetu i do kibla. Zakręciło nim dwa razy i kota nie ma. Nawet nie zdążył miauknąć. No ja p******. Nie ni ch** to niemożliwe jest. Przecież nawet taki mały kot jest k**** za duży, żeby przejść tym syfonem. Ale słyszę tylko pizdut - oż k****, no to nie mogło mi się zdawać - coś ciężkiego poszło w pion. Kurwa, wszyscy święci w trójcy jedyny Boże, ukazali mi się przed oczami. Kot k**** popłynął wprost w odmęty prawego dopływu królowej polskich rzek.

Lecę k**** na dół do piwnicy, choć może powinienem od razu do schroniska, zanim wróci moja żona - nie ma wafla, znajdę jakiegoś małego czarnego skurwiela z białą krawatką, nie było jej kilka dni, może się nie połapie. Ale ch**, najpierw do piwnicy - zbiegam po schodach, słucham - coś drapie w rurze, pion, kawałek płaskiej rury - miauczy - jest, k****, żyje i nie poleciał do sieci miejskiej. Nawet jak teraz zdechnie to ch**, przynajmniej będę miał jego truchło i powiem, że kojfnął z przyczyn naturalnych albo tylko lekko nienaturalnych, bo przecież mi baba nie uwierzy za ch** trefla, że kot sam wpadł do kibla. Ale na razie drapie i żyje.

Znalazłem taki wziernik, gdzie można zaglądnąć do tej rury i wołam. Kici, kici! Ni ch**, nie przyjdzie, wołam, wołam, a ten k**** głąb zamiast przyjść do mnie to k**** chce iść tam skąd przyszedł, czyli do góry w pion. Ja go wołam, a on do góry drapie. I udrapie, udrapie kilkanaście centymetrów i zjazd w dół. No pojebało i mnie, że tu stoję i jego (kota) Tak przez pół godziny. Prosiłem, wołałem, błagałem, groziłem, wabiłem żarciem i ni ch**, uparł się i nic tylko rurą do góry z powrotem do kibla. Za daleko, żeby włożyć rękę, grabie czy cokolwiek. Jedyna metoda - fight fire with fire - ogień zwalczaj ogniem.

Zatkałem tę rurę przy wzierniku deszczułkami, których używam na podpałkę do kominka, żeby kot nie popłynął już nigdzie dalej i z buta na górę do kibla - geberit i woda w dół - bombs gone. I bieg do piwnicy. Po drodze słyszę jak się przewala po rurach - podziałało. Wbiegam do piwnicy i k**** koniec świata. Nie ma moich deszczułek - no może z jedna, cała prowizoryczna tama poszła w ch** i kota też nie słychać już. Ja p******. Kurwa, gdzie ta rura teraz idzie - coś mi świtnęło, że kanalizacja w ulicy, dom od ulicy ze 30 metrów - może nie wszystko stracone i gdzieś się zwierzak zatrzymał po drodze.

Biegnę na ulicę, jest studzienka - mam nadzieję, że to od mojego domu. Ni cholery jej nie podniosę. Ciężka jak szlag i nie ma za co chwycić. Powrót do domu i pogrzebacz od kominka, tym może uda się to podważyć. Ni cholery - najpierw ugiąłem, potem złamałem żelastwo. Myśl! Auto stoi na ulicy - mam pas do holowania, może uda się to szarpnąć. Hak, pas, wsteczny - poszło, aż zakurzyło. Po jaką cholerę takie te wieka robią ciężkie. Smród jak cholera, ale złażę tam - ciemno jak w dupie, rura jest, wygląda, że idzie od mojego domu. Latarka. Kurwa, mam w aucie, ch**, ale może starczy. Włażę po raz drugi- smród mnie już nie zabije - przywykłem po chwili. Zaglądam i jest, oczyska mu się tylko świecą. I znów ta sama bajka. Kici, kici, kici, a ten mały skurczybyk s****** w drugą stronę. No ja p******. Szlag mnie trafi. Długo tu nie wysiedzę, jest zimno, śmierdzi, a na dodatek ktoś mi zwali tę pokrywę na łeb i moje problemy się skończą jak nic. Nie chcesz po dobroci, to będzie po złości.

Do domu, po brezent. Wyłożyłem dno studzienki, tak by mi nie wpadł głębiej. Zużyłem wszystkie taśmy samoprzylepne, plastry, żeby nie wpadł do głównej nitki kanalizacyjnej. Zaglądam co chwilę do rury, ale słyszę tylko miauczenie i nic nie widzę. Poszedł gdzieś w pizdu. Jeszcze tylko trójkąt, żeby nikt się w tę otwartą studzienkę nie wpierdolił, bo na ulicy ciemno. Sąsiad, k****, ciekawski, widziałem żłoba jak patrzył przez okno, jak próbowałem pogrzebaczem podnieść wieko. Nie przyszedł pomóc, a teraz ch** złamany stoi i się dopytuje. Co mam mu k**** powiedzieć? Że przepycham kotem kanalizację? Idźżesz w ch**, pacanie.
Powiedziałem mu w końcu, żeby poszedł do domu i pozatykał sobie też wszystkie otwory, bo na początku osiedla była awaria i wszystkie ścieki się wracają i wybijają w domach - a ten baran się przestraszył, poleciał i przed swoim domem siłuje się z pokrywą. Niech ma za swoje.

Wracając do kota - bo menda tam siedzi i nie chce wyjść. Mam wszystko gotowe, więc do domu, jedna wanna, druga wanna, koreczek i napuszczam wodę. Papierosik i czekam pod studzienką, bo nuż mu się zmieni i wyjdzie dobrowolnie. Kurwa, drugi sąsiad przyszedł - po pięciu minutach następny odmyka wieko, teoria samospełniającej się przepowiedni działa - k****, ludzie to są barany. Idę do domu, obie wanny pełne, ognia - spuszczam wodę z wanien i dokładam dwa spusty z dwóch spłuczek z domu. Nie ma ch**, to go musi wygonić albo utopić.

Lecę na ulicę, woda wali na brezent aż huczy, a tego skurwiela dalej nie wylało z kąpielą. Kurwa mać, urwało się wszystko w pizdu i popłynęło, bo ileż to utrzyma tej wody. Brezent, taśmy, plastry, sznurki - w ch** - jak się to gdzieś przytka, to będę miał przejebane. Znowu do domu po drugi pogrzebacz, bo trzeba zamknąć ten p****** dekiel. Wchodzę - a ten skurwiel kot tarza się w sypialni po łóżku. No ja p******! Jak on k**** wyszedł, którędy? Ano k**** wziernikiem w piwnicy - zostawiłem otwarty. Ja k**** stoję i marznę a ten gnój tarza się w mojej pościeli. Zajebię. Przerobię na pasztet. I jeszcze z radości włazi na mnie. Kurwa mać. Przynajmniej kuleje.

Straty: zajebane łazienki, w obu przelała się woda z wanien, zajebana piwnica, bo zostawiłem otwarty wziernik i duża część wody poleciała na piwnicę. Pościel w sypialni do wyjebania, brezent z reklamą firmy - poszedł w ch**, latarka - w ch**, pogrzebacz w ch**. Afera na ulicy jak ch**.
Avatar użytkownika
vBB
80%
80%
 
Posty: 1208
Dołączył(a): 16 października 2007, o 19:06
Mod.tel.: Samsung Galaxy S3
    WindowsFirefox

Re: Dowcipy, żarty, anegdoty..

Postprzez Darnal » 3 grudnia 2010, o 12:30

jesteście naprawdę bardzo śmieśni :rotfl: jeszcze więcej dowcipów chcę :)
Darnal
1%
1%
 
Posty: 8
Dołączył(a): 15 kwietnia 2010, o 13:41
    WindowsFirefox

Re: Dowcipy, żarty, anegdoty..

Postprzez biggi » 5 grudnia 2010, o 21:04

Darnal, zabawni? Chyba ,że chciałeś kogoś obrazić?:P

-- 05 gru 2010 21:05 --

Darnal, zabawni? Chyba ,że chciałeś kogoś obrazić?:P
it's not easy bein' green
Avatar użytkownika
biggi
Moderator
Moderator
 
Posty: 3084
Dołączył(a): 2 marca 2008, o 02:02
    WindowsFirefox

Re: Dowcipy, żarty, anegdoty..

Postprzez Magik » 17 grudnia 2010, o 10:52

Magik, de Lowe,niepoprawny szlachcic,oportunista,czarodziej Sx1.pl,SoS.pl i PDAforum.pl,wojownik o sprawę Polską.
Avatar użytkownika
Magik
Moderator
Moderator
 
Posty: 7312
Dołączył(a): 19 marca 2007, o 07:48
Lokalizacja: Białystok
Mod.tel.: n900 BA N-GageQD SX1
    UbuntuSafari

Re: Dowcipy, żarty, anegdoty..

Postprzez biggi » 22 grudnia 2010, o 17:44

it's not easy bein' green
Avatar użytkownika
biggi
Moderator
Moderator
 
Posty: 3084
Dołączył(a): 2 marca 2008, o 02:02
    WindowsFirefox


Re: Dowcipy, żarty, anegdoty..

Postprzez ramirez19 » 30 grudnia 2010, o 16:17

Polska, lata siedemdziesiąte. Do FSO na Żeraniu przybiega uradowany klient.
- Dostałem talon na małego fiata! Kiedy go mogę odebrać?
- Za 10 lat. To najbliższy termin.
- A rano, czy po południu?
- A co za różnica?
- Bo rano będą mi zakładać telefon!

-- 2 stycznia 2011, o 03:00 --

http://demotywatory.pl/672982/Nie-kupie-nowego
Nie masz wystarczających uprawnień, aby zobaczyć pliki załączone do tego postu.
Avatar użytkownika
ramirez19
50%
50%
 
Posty: 440
Dołączył(a): 17 października 2010, o 12:34
Lokalizacja: Finlandia
Mod.tel.: Nokia N8
FW: Nowe ^^
    WindowsFirefox

Re: Dowcipy, żarty, anegdoty..

Postprzez MaxFarenthide » 14 stycznia 2011, o 21:27

Fotograf umawia się z kolegami na poranny plener.
Wstaje rano, ubiera się, wychodzi z domu, a tam ulewa z silnym wiatrem.
Spogląda w niebo i mruczy do siebie: "Nie, kurczę, daruję sobie dzisiaj". Wraca do domu.
Rozbiera się cichutko, z ulgą wsuwa pod kołdrę i przytula się do śpiącej tyłem do niego żony.
Żona pyta:
- To Ty?
- To ja - odpowiada fotograf.
- Zmarzłeś?
- Zmarzłem.
- No widzisz, a ten idiota pojechał fotografować.
Avatar użytkownika
MaxFarenthide
40%
40%
 
Posty: 150
Dołączył(a): 14 czerwca 2008, o 01:44
Lokalizacja: Gdańsk
Mod.tel.: Honda
FW: CRX DelSol
    WindowsVistaFirefox

Re: Dowcipy, żarty, anegdoty..

Postprzez biggi » 9 lutego 2011, o 20:45

Obrazek


Obrazek


Obrazek
it's not easy bein' green
Avatar użytkownika
biggi
Moderator
Moderator
 
Posty: 3084
Dołączył(a): 2 marca 2008, o 02:02
    WindowsFirefox

Poprzednia stronaNastępna strona

Powrót do Off Topic

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 1 gość

cron